uzależniony od życia

02.11.2008 / 19: 32 / Komentuj (7)


...unikam Fundamentalnych Pytań [...] Na przykład takie zwyczajne: W co wierzę?
Bóg? Odpada. Przykro mi, ale odpada. Żaden z proproków, Jezus ni Mahomet, na przykład, nie pociągnął mnie [...]Dobro? Nie wiem, tak z ręką na sercu, co to znaczy. Do mego przekonania trafia tylko: " Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe". ale to nie ma nic wspólnego z dobrem, to jest po prostu pewna zasada, którą przykazano respektować w interesie własnym [...] zasada unieważniająca kamienne tablice, jak kwas. Wystarczająco mocna, by na jej podstawie budować społeczne więzi.
[...] Kiedy próbuję wyobrazić sobie idealne, szczęśliwe społeczeństwo, przychodzi mi na myśl - powściągliwa ta moja wyobraźnia - społeczeństwo, w którym żyję. Trzeba było tylko usunąć z zasięgu umysłu Fundamentalne Pytania. To nie jest trudne, można, na przykład, zająć obywatela ofertą handlową: obywatel mając do wyboru dziesięć proszków do prania, liczne serki na śniadanie, samochody i polisy ubezpieczeniowe nie ma czasu żeby zastanawiać się nad takimi detalami jak ten: Po co żyję i co jest ważne?
[...] Próbuję zmodyfikować Fundamentalne Pytania. na przykład w ten sposób: Czego bym bronił?
W odpowiedzi przychodzi słowo, które utraciło resztki znaczenia, słowo, którym wycierano podłogi i - niby pakułami - zatykano wszelkie dziury usprawiedliwiając wojny i wszelkie niedorzeczności: broniłbym wolności. Prawa do podejmowania suwerennych decyzji; nie samych decyzji, ale prawa do ich podejmowania. Prawa do błędu. Ignacy Karpowicz "Gesty"

Staram się czytać młodych autorów. Jakiś czas temu przebrnąłem przez Koziarskiego "Klub samobójców". Zakończenie udźwignęło pozostałe cztery piąte książki mętnych wywodów i historii tak miałkich, że aż szkoda lasów. Dehnel z paszportem działa już trzecią książeczkę; ciągle jak bym czytał "Lalę" i to coraz bardziej rozcieńczoną.
Karpowicza "Niehalo" z czytanych przeze mnie, a czytałem wszystkie, jego książek było najgorsze. Potem "Cud" - niezły pokaz warsztatu i niebanalny pomysł na lekką, bądź co bądź, historię. Teraz "Gesty". Najlepsze. Nie jest to lekka historia. Starość, samotność, rak, guz, stwardnienie rozsiane, alkoholizm, homoseksualizm. Lista nieszczęść jest długa. Na szczęście rozdzielona między wszystkich bohaterów książki. Nazwałbym "Gesty" studium dojrzałego człowieka. Świadka i uczestnika przejścia z Peerelu do nowej rzeczywistości ze wszystkimi tego konsekwencjami. Opisowa wyliczanka najważniejszych spraw w życiu. Karpowicza obserwacja rzeczywistości jest bardzo przenikliwa. Czterdziestoletni Grzegorz jest tak zwykły i normalny, że każdy znajdzie w nim coś z siebie. Ja znalazłem niejedno. Mam podobne poczucie ironicznego humoru. Może dlatego opowieści o ludziach przekonanych o swojej przegranej tak mnie biorą. Obiektywny bilans (każdego) życia wygląda nieco inaczej. Na szczęście. Pięknie opowiedziana historia bez happy endu. Albo raczej z bardzo subtelnie szczęśliwym zakończeniem.



Obama Superstar

05.11.2008 / 18: 30 / Komentuj (4)

... czyli białasy do domu.



No i stało się. Dwa lata w trasie koncertowej i mamy gwiazdę na Capitolu.
Półafroamerykanin, któremu nawet kobieta nie dała rady. Czarny intelektualista zastąpił głupawego białasa. Spektakularna wolta dziejowa. Tylko w Ameryce takie rzeczy.


niewinni czarodzieje

06.11.2008 / 20: 38 / Komentuj (4)

Panie, Panowie - najlepsza impreza w mieście, po raz trzeci w stolicy. Musicie tam być.

być jak Zbigniew Cybulski

darmowy hosting obrazków

Uwielbiam tę imprezę, bo ona pokazuje to, co w tym mieście jest najcenniejsze.
Ślady lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Klimat podziemnej Warszawy, po wojnie. Jeszcze tu o tym będzie...


jedenasty listopada roku pamiętnego

11.11.2008 / 19: 49 / Komentuj (2)

Przypadkowo włączyłem telewizor.  I z miejsca, z całym impetem  muszę skrytykować  naszą, rodzimą, polską telewizję. Nie pierwszy raz to robię i sama krytyka państwowych stacji nie będzie niczym nowym, wszak telewizja uwielbia podkładać się nieco bardziej wymagającym widzom,  ale okoliczności tym razem niepowtarzalne. Chodzi o okrągłą, uroczystą i poważną datę 11.11. 2008 r. czyli 90. rocznicy odzyskania niepodległości. Mądre głowy z telewizora wypuściły piosenkę zapowiadającą koncert, której tytułu nie chcę znać, ale motywem przewodnim jest "listopadowe święto" śpiewane rezolutnie przez kwiat cały polskiej sceny z wypłowiałą Rodowicz na froncie. Miałkość i festyniarstwo sięgnęło szczytu. Poczułem jakby mnie, czekającego na ważny przekaz, ilustrację ważnego wydarzenia, oblepił ktoś słodkim gównem. I stoję tak zamurowany ( czyli oblepiony ) do tej chwili. Łatwo nie zejdzie. Nie muszę już oglądać koncertu na cześć najniżej Jego Wysokości w dziewięćdziesięciu latach naszej historii, żeby mieć pewność że to chała jakiej świat nie widział.
Jak się muszą czuć ludzie, którzy zakładali tajne uniwersytety, przemycali podręczniki, ryzykowali przed wojną, w czasie wojny, po wojnie, wkładali wysiłek, jakiego my nie jesteśmy w stanie sobie nawet wyobrazić w sprawy nieosobiste, a teraz organizatorzy obchodów założyli, że oni zidiocieli do reszty, zdziecinnieli, zobojętnieli, zadowolą się czymkolwiek. Na szczęście wielu z nich nie będzie miało okazji zobaczyć i usłyszeć tej piosenki i koncertu.
Jak dobrze, że na kaczyński bal nikt nie przyjechał. Tak sformatowana impreza jest niestety zmarnowaniem dobrej okazji do obchodów ponad podziałami. Boję się, że w przyszłym roku będzie tak samo. Tania lokalna pstrokacizna w podzięce dla tych co zginęli. I nikt o tym w Europie nie usłyszy. A do Berlina zjedzie pół świata. Jesteśmy skazani na prowincjonalizm.

Drugim fajerwerkiem jest kabaretowa noc listopadowa.... ta sama telewizja, ten sam wieczór. Żenujące nieporozumienie w kolorowych światełkach. Siermiężna próba "odczarowania" 11 listopada - jak wyjaśnił prowadzący. To się, niestety może udać. Widziałem już choinki i mikołaje w sklepach... odczarowanie polega na zaczarowaniu i otumanieniu. Ja mówię veto!

NO dobra, odszczekuję. Częściowo. Koncert uratował Krzysztof Herdzin i fortepian biały oraz fortepian czerwony złożone w jedno. A prezydent Iraku z małżonką swoją obecnością podniósł poprzeczkę koncertu pod nieboskłon. Ale i tak wszystko ku czci Jego Najniższego. Bo na biforce zdążył zamachać rączkami z mównicy.


być jak zbyszek cybulski

15.11.2008 / 00: 39 / Komentuj (3)

darmowy hosting obrazkówdarmowy hosting obrazkówdarmowy hosting obrazkówdarmowy hosting obrazków

Czy esencją fenomenu popularności Zbyszka Cybulskiego jest jego tragiczna, wczesna śmierć pod kołami pociągu? Był młodym, niezwykle wyrazistym aktorem czasów krótkopowojennych z paroma dobrymi rolami i charakterystycznymi okularami. W połączeniu z  miałkością ( to słowo ostatnio pojawia się tutaj często, znak czasu? ) dzisiejszych  kreacji  filmowych i  słabości sylwetek, braku autorytetów, wyrósł na ikonę i bohatera.  Cybulski to przede wszystkim Maciek z Popiołu i diamentu ale też zwykły człowiek niewolny od używek i przyziemnych ciągot.
Miał szczęście do reżyserów, ról i tytułów Ósmy dzień tygodnia, Do widzenia, do jutra, Niewinni czarodzieje, Rozwodów nie będzie, Zbrodniarz i panna, Sam pośród miasta, Morderca zostawia ślad. Same tytuły są legendami i historiami, kamieniami milowymi młodego polskiego kina.
Cybulski to polski James Dean wywyższony na piedestał dzięki wybiórczej pamięci widzów, przypadkowej przedwczesnej śmierci i talentowi. Kolejność nieprzypadkowa. Przedsięwzięcia typu Festiwal Niewinni Czarodzieje w sposób kontrolowany i dość wyszukany, ambitny, przypominają tamte czasy, organizując imprezy, na których oko i ucho zawiesić mogą tylko niektórzy, wyłącznie zainteresowani. Chwała im za to. Bohaterowie nie umierają.



Dobrze, że ta impreza odbywa się w listopadzie. To świetnie oddaje klimat ludzi i czasu bohaterów lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. To była jesień w kierunku zimy, do odwilży daleko. Czerń i biel, płaszcze i szaliki. Niewinni Czarodzieje wiosną oznaczali by groteskę i bikiniarską, jednowymiarową zabawę.


16.11.2008 / 16: 04 / Komentuj (1)




16.11.2008 / 22: 45 / Komentuj (0)


darmowy hosting obrazkówdarmowy hosting obrazkówdarmowy hosting obrazków



oślepiające, nieobecne światło

22.11.2008 / 17: 32 / Komentuj (1)

 Nowe wydawnictwo, nowy autor w Polsce, nowy design, nowy pomysł na książkę, jako całościowa koncepcja graficzna, niespotykany temat - literatura obozowa po islamsku. opowieść o człowieku, który na kilkanaście tal został wtrącony do więziennej fosy, do celi bez światła, by umrzeć powoli i samodzielnie. Zmagając się z beznadziejną teraźniejszością i tragiczną przeszłością przeżył i zaznał wolności.

Abdelkader, numer 2, niski, nieśmiały mężczyzna, zdystansowany i mówiący cichym głosem powiedział mi kiedyś:
- Opowiedz mi historię, inaczej umrę.
- Ależ Kader, to nie opowiedziana przeze mnie historia da ci siłę, żebyś mógł żyć i znosić to co tu się dzieje.
- Właśnie że tak. Potrzebuję tego. Marzę o tym, by usłyszeć słowa, wpuścić je do mojej głowy, ubrać w obrazy, obracać je jak na karuzeli, trzymać w cieple i znów przewijać ten film, kiedy jest mi źle, kiedy boję się, że pogrążam się w szaleństwie. No, nie bądź skąpy, opowiadaj, mów, zmyślaj, daj mi trochę swojej wyobraźni.
- Salim, przyjacielu, nasz pisarzu, daj mi pić. Dla mnie każde zdanie jest jak szklanka czystej, źródlanej wody. Obejdę się bez makaronu. Oddam ci swoją porcję wody, ale proszę cię, opowiedz mi jeszcze historię, długą i szaloną historię. Potrzebuje tego. To jest ożywcze.

darmowy hosting obrazkówdarmowy hosting obrazkówdarmowy hosting obrazków
darmowy hosting obrazkówdarmowy hosting obrazkówdarmowy hosting obrazków



the best photocast

28.11.2008 / 22: 53 / Komentuj (0)


Fotokasty to prezentacja fotografii do dźwięku, co więcej -  najczęściej nie tylko muzyki, ale także fragmentów wypowiedzi, dialogów, odgłosów i dźwięków z offu. Taka cyfrowa diaporama dokumentalna. Od paru lat popularna w największych redakcjach i agencjach fotograficznych również w Polsce. Jest świetną formą prezentacji nieruchomego obrazka, pogłębia treść przekazu. W montażu dziecinnie prosta, to kwestia odpowiedniego dobrania obrazków i dźwięku, co zależy bardziej od wrażliwości niż zdolności multimedialnych.Wyszperałem kilka w necie. Poniżej pięknie opowiedziana historia pewnej parafii.






moja galeria


menu

Księga gości / Linki: EnGi, Cieszkowski, Bohaterowie nie umierają, Entele Pentele, Chłodna 25, Bart Pogoda, Pietroń, Chromasia, Dobi, Inżynierska, świat obrazu, sianieGryki, Szymon Szcześniak Foty, Homikus, Maja Kiesner Blog, Aliteracja, Koziarski pisze, Nowy Teatr Warlikowski, dwaj w podróży, 1500m2 do wynajęcia,

archiwum

2010: marzec, luty, styczeń, 2009: grudzień, listopad, październik, wrzesień, sierpień, lipiec, czerwiec, maj, kwiecień, marzec, luty, styczeń, 2008: grudzień, listopad, październik, wrzesień, sierpień, lipiec, czerwiec, maj, kwiecień, marzec, luty, styczeń, 2007: grudzień, listopad, październik, wrzesień, sierpień, lipiec, czerwiec, maj, kwiecień, marzec, luty, styczeń, 2006: grudzień,

szablon

emm.blogowicz.info dla rebaczówka.ownlog.com