Bohaterowie nie umierają. Marek Hłasko
04.05.2007 /
21: 41 /
Komentuj (7)
bohaterów nowe twarze. Leopold Tyrmand
04.05.2007 /
22: 55 /
Komentuj (8)
koniec Dwururki z Uralu
06.05.2007 /
12: 19 /
Komentuj (2)
Bohaterowie, bohaterami - teraz o człowieku, który kilkanaście dni temu
spełnił najważniejsze kryterium - odszedł z tego świata, ale spełnienie
pozostałych warunków jest co najmniej dyskusyjne i bohaterem go nazywać
nie będę. Borys Jelcyn. Trudno znaleźć lepszy powód do pisania o
człowieku niż jego śmierć, zwłaszcza jeśli to prezydent Rosji, stąd
gazety przez ostatnie dni pełne były ocen i analiz jego poczynań na
centralnym stolcu Rosji i okolicy. A że postać to barwna (jak każdy przyWÓDCA
tego kraju), powyciągano biedakowi różne sprawki i przewiny, które za
jego życia nikogo nie interesowały. Oto fragmenty tekstów publikowanych
w dwóch największych dziennikach ...
Wyborczej i
Dzienniku o Jelcynie.
Rządził jak niemądry chuligan, który terroryzuje dzielnicę, bo
najbliższy posterunek policji jest akurat w remoncie - pisze
Witalij
Trietiakow, rosyjski publicysta, autor książki o Jelcynie "Instynkt
władzy".
[...]całe życie Jelcyna, zwłaszcza od czasu jego przeprowadzki do Moskwy
w 1985 roku, opierało się na prostej formule. Wstając rano z łóżka,
myślał: "Czy coś, albo ktoś zagraża dziś mojej władzy albo mojemu
pędowi ku władzy?" Jeśli odpowiadał sobie "tak", zaczynał działać.
Jeśli mógł spokojnie powiedzieć "nie", to nie robił nic - pozwalał
wydarzeniom toczyć się chaotycznie albo w najlepszym razie swym
naturalnym torem [...]jego jedynym osiągnięciem jest zdobycie władzy
[...] Nie udało mu się zachować integralności terytorialnej kraju,
doprowadzić do sukcesu reform rynkowych, zlikwidować komunizmu. Nie
wprowadził Rosji do grona najbardziej rozwiniętych państw świata, nie
odbudował wielkomocarstwowego statusu państwa, nie doprowadził do
ustanowienia partnerskich stosunków z Zachodem. Nie zbudował w kraju
demokracji ani nie zapewnił jego mieszkańcom dobrobytu, nie zlikwidował
przywilejów, nie zbudował prawdziwego kapitalizmu. Można tak wyliczać w
nieskończoność. Jelcyn nie osiągnął nic [...]objął bowim władzę w
kraju, którego problemów nie umial rozwiązać, którego mieszkańców nie
lubił, którego historii nie znał, którego losu nie rozumiał, którym nie
potrafił rządzić. Któremu nie przniósł szczęścia, a jedynie zniszczył
to, co nie rozpadło się samo.
Ale jest też miejsce na zdystansowaną ocenę: Rosja jest państwem zbyt
dużym i zbyt konserwatywnym, zbyt długo była pod władzą komunistów, by
miękki, inteligentny polityk mógł absolutnie demokratycznymi metodami w
ciągu jednej czy nawet dwóch kadencji przeprowadzić wszystkie reformy -
na dodatek tak, aby ludzie nie ponieśli kosztów. To po prostu
niemożliwe. Jeśli Jelcyn był rzeczywiście taki zły, jak mówią o nim
krytycy, to dlaczego w kraju tak bogatym w talenty jak Rosja ani
wcześniej, ani później nie doszedł do władzy lepszy polityk?Czyż nie
dlatego, że lepszego nie było i być nie mogło?
Na śmierć Borysa Jelcyna zwanego „Dwururką z Uralu”.
RAFAŁ WOŚ: Borys Jelcyn wywoływał w Rosjanach krańcowo sprzeczne
uczucia. Najpierw go kochali, potem nim gardzili, jeszcze później
nienawidzili. Dlaczego?
BORIS REITSCHUSTER: Było dwóch Jelcynów. Początkowo ten pochodzący z
Uralu człowiek o posturze niedźwiedzia był dla Rosjan olbrzymią
nadzieją. Ale był też drugi Jelcyn, który w końcu okazał się grabarzem
rosyjskiej demokracji.
Czy Jelcyn początkowo naprawdę chciał demokracji?
Ten „pierwszy Jelcyn” był zasadniczo inny od dotychczasowych
bezbarwnych radzieckich przywódców-aparatczyków. Nainę, żonę prezydenta
bardzo bolało, gdy rosyjscy dziennikarze niepochlebnie pisali o jej
mężu. Często robiła mu wręcz wyrzuty: Zrób coś, zabroń im. Niech nie
piszą
takich brednii. A Jelcyn tylko głośno się śmiał i mówił: a niech piszą
co chcą. Zupełnie inaczej niż obecny prezydent Putin, którego otoczenie
bardzo dba, by w mediach nie pojawiały się żadne rysy na monumencie
prezydenta.
Rządy Jelcyna kojarzą się z postępującym chaosem. Czy Borys
Nikolajewicz miał pomysł na to jak rządzić Rosją?
Mniej więcej do 1996 Jelcyn chciał zrobić z Rosji kraj na wzór
zachodni.
Wzorem była gospodarka amerykańska. W kraju dokonała się wtedy seria
liberalnych reform i prywatyzacja ogromnej części potężnego sektora
państwowego.
Potem pierwszy Jelcyn stał się tym drugim Jelcynem?
Już w połowie lat 90. Rosjanie zaczęli się zniechęcać do nowych
porządków. Rosja żyła ponad stan. Bank Centralny drukował pieniądze,
żeby spłacić długi. Szalała inflacja. Jednocześnie na ulicach Moskwy
pojawiły się wypasione mercedesy, a w zatokach drogie jachty. Bogaci
byli coraz bogatsi, a biedni coraz biedniejsi. Ci biedni byli w
większości. Pojawiła się tak charakterystyczna dla krajów
postsocjalistycznych nostalgia za minionym ustrojem. Miało to
natychmiastowe przełożenie na sondaże wyborcze. Zbliżały się wybory
prezydenckie w 1996 i coraz bardziej stawało się prawdopodobne, że
zwycięży w nich kandydat komunistów przaśny, ale pozujący na obrońcę
zwykłych Rosjan Gienadij Ziuganow. Popularność prezydenta stopniała do
wyniku jednocyfrowego. Wtedy dwór Jelcyna postanowił działać.
Kto wchodził wówczas w skład tzw. dworu prezydenta Rosji?
Wokół Jelcyna kręciła się od samego początku wpływowa frakcja tzw.
„siłowików” – wojskowych i ludzi służb specjalnych. Mieli oni swojego
rzecznika w osobie generała Aleksandra Korżakowa, szefa ochrony
prezydenta. Nieprzypadkowo Korżakow zwany był „prawą szklanką
prezydenta”, bo jako jeden z niewielu potrafił w piciu dotrzymać
prezydentowi kroku. „Siłowiki” pchnęły Jelcyna do wojny w Czeczenii
zapewniając, że jedna dywizja wystarczy do zajęcia Groznego i
spacyfikowania zbuntowanej prowincji. W przededniu wyborów
prezydenckich w 1996 radzili Jelcynowi zawieszenie demokratycznych
reguł gry.Gdyby zaś „Siłowikom” udało się zrealizować ten
scenariusz,poważnie zagrożone byłyby interesy drugiej wpływowej grupy
zgromadzonej wokół prezydenta. Jej mózgiem była córka prezydenta –
Tatiana Djaczenko. Stąd zwykło się ją określać „Rodziną”.
Czym była „Rodzina”?
„Rodzina” skupiała młodych i rzutkich przedsiębiorców, którzy zarobili
miliardy na dzikiej prywatyzacji na początku lat 90. By znaleźć się
bliżej władzy, świeżo upieczeni oligarchowie posłużyli się energiczną
młodszą córką Jelcyna Tatianą Djaczenko. Za przychylność odwdzięczali
się na przykład przy pomocy pozbawionych limitu kart kredytowych.
Inwestowanie w rodzinę Jelcyna było z ich strony polisą ubezpieczeniową
na wypadek gdyby humorzasty szef Kremla dał na przykład wolną rękę
prokuraturze, by dokładniej przyjrzała się prywatyzacji. Wewnętrzny
krąg „Rodziny” stanowili Roman Abramowicz, Borys Bierezowski i
późniejszy mąż Tatiany Djaczenko – Walentin Jumaszew. Przy pomocy
Tatiany członkowie „Rodziny” zdołali przekonać prezydenta, że gdy się
ma dużą kasę, to każde wybory można wygrać.
Jak ostatecznie udało się wygrać wybory w 1996 roku?
Tatiana stanęła na czele całej operacji. Abramowicz hojnie sypnął
pieniędzmi. Z zagranicy sprowadzono specjalistów od kampanii wyborczej.
Kontrolowane przez Bieriezowskiego konsorcjum telewizyjne zaczęło
bombardować Rosjan biało–czarnym obrazem rzeczywistości. Kampania była
długa i trudna. Ale opłacało się. Jelcyn dostał 53 procent głosów i
zapewnił sobie kolejne cztery lata panowania na Kremlu.
Bezpośrednio po tych wyborach zaczął się rozkład wizerunku Jelcyna:był
albo chory albo pijany.
Tak. Jelcyn był tęgi i nigdy nie prowadził zdrowego trybu życia. Od
dawna miał problemy z sercem. Do tego dużo pił, często po kryjomu. Na
dodatek kampania wyborcza w 1996 była rzeczywiście bardzo ciężka. Tuż
przed drugą turą wyborów sztab wpadł w panikę, bo „Dziadek”, jak go
nazywali, przeszedł zawał serca. Oficjalne komunikaty mówiły o
przeziębieniu.Cały sztab lekarzy szprycował prezydenta medykamentami,
żeby tylko dotrwał do drugiej tury. Jeden z ludzi Kremla opowiadał mi
potem, że kiedyś czerwony z wściekłości Jelcyn wyrwał lekarzowi
przygotowaną strzykawkę i chcał go gonić, krzycząc: „dzisiaj ja ci to
wbiję w dupę”. Po zwycięstwie w wyborach zły stan zdrowia prezydenta
przestał być tajemnicą. Jelcyn rzadko pojawiał się w biurze. Władza
przeszła w ręce„Rodziny”. Jeden z moich rozmówców porównał ten okres do
Wielkiej Smuty po śmierci Iwana Groźnego.
Czy prezydent był wtedy rzeczywiście tak ciężko chory?
Gdy pokazywał się publicznie, bełkotał. Niezwykle trudno było nawet
zrozumieć jego wypowiedzi. Jego ulubioną rozrywką było w tym czasie
przeglądanie albumu ze zdjęciami. Słyszałem, że gdy Tatiana zauważyła,
że ojciec z rozrzewnieniem przegląda zdjęcia z szefem swojej ochrony
Aleksandrem Korżakowem, który w międzyczasie poszedł w odstawkę,
postanowiła wykraść mu album. Poleciła usunąć zdjęcia z Korżakowem i
wydrukować album na nowo.
W tych czasach Jelcyn publicznie się kompromitował. Jak to było z tym
jego piciem?
Oj, pił. W młodości zyskał sobie przydomek „dwururki z Uralu”, a to z
tego powodu, że potrafił jednocześnie pić wódkę z dwóch butelek. Gdy
był chory, pił mniej, co przypłacał zwykle depresją. Więc czasem pił w
samotności. A ponieważ nigdy nie przejmował się protokołem, świat
obiegały zdjęcia pijanego Jelcyna podczas oficjalnych spotkań, albo
historie o tym, jak to podczas oficjalnej wizyty w USA o trzeciej nad
ranem schodził do amerykańskich ochroniarzy w samych slipach i kazał
dowozić sobie kawałek pizzy.
Czy rubaszne dowcipy Jelcyna były dla Rosjan zabawne czy raczej budziły
zażenowanie?
Szkodziły mu głównie ekscesy alkoholowe. Dowcip Jelcyna był bardzo
prosty. Kiedy do Moskwy przyjechał Bill Clinton, Jelcyn uparł się, że
musi natychmiast dowiedzieć się kto jest wyższy: jego doradca czy może
prezydent USA. Ponieważ obaj panowie byli podobnego wzrostu, na komendę
Jelcyna musieli stanąć plecami do siebie. Gdy okazało się, że doradca
jest roślejszy, Jelcyn ucieszył się jak dziecko. Potraktował to jako
dowód na wyższość narodu rosyjskiego.
Po wyborach w 1996 „Rodzina” postawiła na trwanie, ale zbliżały się
kolejne wybory w 2000. Utrzymać się przy władzy miało być jeszcze
trudniej niż cztery lata wcześniej, bo Rosjanie szczerze już wtedy
nienawidzili skorumpowanego klanu Jelcyna. Walka o władzę zaczęła się
dużo wcześniej. „Rodzina” gorączkowo szukała następcy kremlowskiego
tronu testując różnorakie warianty personalne. To wówczas w Rosji
premierzy zmieniali się średnio co miesiąc. Żaden kandydat jednak nie
pasował. Ci zbyt mało wyraziści szli w odstawkę, ci zbyt samodzielni
stawali się wrogami. Czując za sobą tylko ścianę, zdecydowali się na
sojusz z pokonanymi w 1996 specsłużbami.
To wtedy na horyzoncie pojawił się Władimir Putin?
Tak, jego testem lojalności była akcja przeciw prokuratorowi
generalnemu Jurijowi Skuratowowi. Na początku 1999 roku rosyjski wywiad
podsłuchał przypadkiem rozmowę Skuratowa z jego szwajcarskim kolegą.
Skuratow chwalił się, że ma zamiar dobrać się do skóry członkom
„Rodziny”.
Zapadła decyzja: dopaść Skuratowa zanim on dopadnie nas. Zadanie
powierzono obiecującemu szefowi Federalnej Służby Bezpieczeństwa
Władimirowi Putinowi. Zabrał się on do zadania profesjonalnie. W
publicznej telewizji pokazano taśmy na których ktoś „łudząco podobny do
prokuratora generalnego” baraszkuje z dwiema prostytutkami. To w
pruderyjnej Rosji oznacza koniec kariery.
Dlaczego powierzono takie zadanie właśnie Putinowi?
Nie wiadomo czy już wtedy myślano o Putinie jako o ewentualnym następcy
Jelcyna czy też decyzja zapadła w ostatniej chwilii. Faktem jest, że w
sierpniu 1999 Jelcyn mianował słabo znanego szefa FSB premierem. Moment
był wyjątkowo trudny, wszyscy analitycy podkreślali, że tylko cud może
ocalić „Rodzinę”, która była krańcowo niepopularna.
I Putin dokonał cudu..
Tak, we wrześniu 1999 wyleciały w powietrze dwa budynki mieszkalne w
Moskwie. Media odpowiednio podkręciły atmosferę. To był moment łudząco
przypominający 11 września w Stanach Zjednoczonych. Wszystko sie nagle
zmieniło. Wcześniej tematem numer jeden były przekręty „Rodziny”.Teraz
stało się nim zagrożenie terrorystyczne. Do dziś twają spekulacje,czy
to był po prostu „szczęśliwy” zbieg okoliczności czy może za zamachami
stały służby specjalane, a Putin był jak strażak, który najpierw
podpala dom, by potem być pierwszym, który go ugasi.
Dlaczego „Rodzina” zdecydowała się właśnie w ręce Putina powierzyć swój
los?
Można tylko spekulować. Wiadomo, że Putin to zawodowy oficer. Nawykły
do wierności i wykonywania rozkazów. Nie mam na to dowodów, ale być
może w grę wchodzi tu także jakiś kompromat czyli polityczny hak na
urzędującego prezydenta. Tatiana Djaczenko przechowuje odpowiednie
filmy ponoć w kilkunastu skrytkach bankowych w całym świecie. To polisa
„Rodziny” na życie.
Czy Jelcyn osobiście brał udział w przygotowaniu „operacji sukcesja”?
O ile mi wiadomo, stawiano go przed faktami dokonanymi. Decyzja o
postawieniu na Putina zapadła wedle moich informacji w wąskim gronie:
Tatiana Djaczenko, jej partner Walentin Jumaszew i Roman Abramowicz. W
podobnym gronie zdecydowano o abdykacji Jelcyna w wieczór sylwestrowy
1999 roku. Jeden z naocznych świadków opowiadał potem o tym jak do
ostatniej chwili Borys Jelcyn kłócił się z córką i nie chciał odczytać
z kartki przygotowanego tekstu.
Czy Jelcyn lubił Putina?
Borys Jelcyn w wąskim gronie krytykował Putina za metody i wizję
państwa. Ale publicznie nie zrobił tego nigdy. Ostatnie siedem lat
swojego życia spędził w przekazanej do jego dyspozycji daczy. Putin ze
swej strony nigdy nie złamał danego słowa i mimo dochodzeń przeciwko
innym oligarchom, nigdy nie zrobił krzywdy nikomu z „Rodziny”.
*Boris Reitschuster, korespondent niemieckiej prasy i pisarz. Od 1990
roku mieszkający w Moskwie. Autor wielu książek o współczesnej Rosji, w
tym wydanej po polsku „Władimir Putin. Dokąd prowadzi Rosję”.
Swięto dokumentu
08.05.2007 /
20: 44 /
Komentuj (2)
Propozycja: ponieważ niedzielny wieczór jest optymalną porą na spotkanie w kinie proponuję
dwa filny w ramch Planete Doc Review - Wspólnota marzeń i Gabriel Orozco. Pierwszy
seans rozpoczyna się o 17.00, drugi o 19.00, filmy jeden po drugim.
Jeśli zbieżemy co najmniej 5 (słownie:pięć) osób, cena biletu na oba
filmy to 20 pln. Bilety trzeba kupić wcześniej, mogę to zrobić jutro,
kto chętny?
W najbliższy weekend rozpoczyna się w Warszawie festiwal
najnowszych dokumentów filmowych. Zasadą tego preglądu jest data
produkcji filmu - 2006 rok, większość z nich to filmy pełnometrażowe,
czyli takie dokumenty, które nie trafiają raczej do telewizji, takie
imprezy to jedna z niewielu okazji aby je poznać. Bilety na każdy film
12 zł, ale jak kupuje się 10 sztuk - jeden kosztuje 10 czyli 100 pln.
Możemy kupić hurtowo, najlepiej jak najszybciej. Obecnie to zgarnięcia
w Kinotece pięknie wydany katalog przeglądu.
Wszystko na temat imprezy i program
prawie jak w Grecji
14.05.2007 /
15: 32 /
Komentuj (4)
Zdjecia wiadomo kogo, wiadomo skąd.
Kasia i jej koszulka
chłopaki lila róż, szklaneczki prawie pełne, miny marsowe,impreza jest chyba na balkonie
dziewczyny zgubiły Bonda, czy Bond zgubił dziewczyny?
14.05.2007 /
15: 43 /
Komentuj (3)
Okoliczności przyrody (oświetlenie górne podwieszane, lodówka Amica z
magnesami) mogą wskazywać na rębaczówkę. Błąd. To zupełnie inny adres.
Nowy i godzien zapamiętania.
Jakaś nowa figura tańca grupowego.A Andrzejowi pomalowałem oczy :)

Agata&Paweł







co z dziewiętnastym?
15.05.2007 /
18: 53 /
Komentuj (5)
Nadchodzący weekend dla mieszczuchów uwielbiających tłum, hałas i
publiczną rozrywkę dla mas będzie prawdziwym wypasem.Poniżej 5
propozycji, z których możemy skomponować coś wpólnego. To wszystko
jednego dnia! Kolejność (prawie)przypadkowa.
Święto Saskiej Kępy to raczej event festyniarski dla rodzin z dziećmi. Ale można wziąc pod uwagę
tę opcję na rozruch. Tutaj szczegóły.
W sobotę także apogeum Juwenaliów w Warszawie. Głównie będzie się działo na Polach Mokotowskich- koncerty,
ale nie tylko. Tu reszta
Ale zanim nastąpi wieczór zapraszam na
Paradę Równości. Dlaczego? Bo o ciemnogrództwie w Polsce chciałbym uczyć na lekcjach historii, a nie wiedzy o społeczeństwie.
A noc... w muzeum!
Tutaj lista muzeów. Zwracam uwagę na praskie.
Piątą propozycją jest wciąż trwający Planete Doc Review, do którego link znajduje się dwa wpisy niżej.Moc pięknych filmów!
lomo.one year ago
17.05.2007 /
09: 17 /
Komentuj (13)
Lomo ma wiele postaci. Postacią mi najbliższą był malutki, kolorowy,
plastikowy aparacik z czterema obiektywami.Obiektywami to dużo
powiedziane, czterema dziurkami odsłanianymi kolejno podczas
naświetlania jednej klatki filmu. Daje to wiele możliwości. Idaje także
ekscytujący pierwiastek przypadkowości. Na widok tego sprzętu ludzie
uśmiechali się kpiąco. Na palcach jednej ręki mogę policzyć dorosłe
osoby, które uwierzyły mi, że TO robi zdjęcia, bez pokazywania na dowód odbitek
i tłumaczenia o co chodzi. Napisałem "dorosłe", bo Maksio od razu
wiedział w czym rzecz... Zabrałem kiedyś lomo do Brukseli na spotkanie z
Ministrem. Właściwie przypadkowo położyłem aparacik na stole,
"nauczyciel, który wygrywa mój konkurs przyjeżdza do Brukseli z
zabawkowym aparacikiem... trzeba zaostrzyć kryteria... - zapewne
pomyślał Minister. Nie zapomnę tego wzroku. Ale przynajmniej pojawił
się jeden z lżejszych tematów do rozmowy. Niestety jakiś czas temu lomo
pękła zębatka niezbędna do życia. Lomo teraz spoczywa w szufladzie, co
do której Ewa Morka ma wyrobione zdanie. "Oooo, Adam Rębacz nie jest
tak porządnym człowiekiem jak myślałam!"- powiedziała na widok
zawartości szuflady, nie chcę wiedzieć co pomyślała...Teraz lomo dla mnie chwilowo ma
status pamiątki, ale lomo to także pogląd na temat fotografii;świetnie
pokazuje ruch i robi z tego historyjkę,
ludzie robią z tego strony i wystawy. To przede wszystkim dobra zabawa. Polecam.
parada równości 2007
20.05.2007 /
01: 44 /
Komentuj (0)
20.05.2007 /
01: 48 /
Komentuj (0)
Janion, Sroda, Szczuka, Dunin
20.05.2007 /
01: 53 /
Komentuj (10)
bez komentarza
20.05.2007 /
20: 03 /
Komentuj (0)

Znalezione w inernecie. Dla zachowania zasad fair play
podaję link autora.
imprezy zwiastun nr 2
20.05.2007 /
20: 34 /
Komentuj (5)

Przypominamy o naszej imprezie plenerowej, która, wszystko na to wskazuje, odbędzie się
16 czerwca
gdzieś pod miastem, na łonie natury. Kiełbasa będzie na pewno. No i my.
Objętość, skład osobowy - nieograniczony, zapraszamy - miejsca
wystarczy dla wszystkich. Szczegóły wkrótce. lu&re.
bieszczady na przerwę
22.05.2007 /
22: 27 /
Komentuj (5)
Widok z okna Chatki Socjologów na Otrycie. Miejsce dla takich
sobiepanów jak ja - bez prądu i wody bieżącej, gdzie docierają
ludzie po parogodzinnej wędrówce. Pomieszkują tam wykolejeńcy różnej
maści i wytrawni turyści. Higiena nie jest kwestią pierwszorzędną, a
alkohol pomaga zrozumieć wiele problemów. Idealne dla wyciszenia i
pomyślenia. Na blogu mała pauza, wyjazdy, wyjazdy, wyjazdy...
fot.rębacz
moja galeria
menu
Księga gości / Linki:
EnGi,
Cieszkowski,
Bohaterowie nie umierają,
Entele Pentele,
Chłodna 25,
Bart Pogoda,
Pietroń,
Chromasia,
Dobi,
Inżynierska,
świat obrazu,
sianieGryki,
Szymon Szcześniak Foty,
Homikus,
Maja Kiesner Blog,
Aliteracja,
Koziarski pisze,
Nowy Teatr Warlikowski,
dwaj w podróży,
1500m2 do wynajęcia,
archiwum
2010:
marzec,
luty,
styczeń, 2009:
grudzień,
listopad,
październik,
wrzesień,
sierpień,
lipiec,
czerwiec,
maj,
kwiecień,
marzec,
luty,
styczeń, 2008:
grudzień,
listopad,
październik,
wrzesień,
sierpień,
lipiec,
czerwiec,
maj,
kwiecień,
marzec,
luty,
styczeń, 2007:
grudzień,
listopad,
październik,
wrzesień,
sierpień,
lipiec,
czerwiec,
maj,
kwiecień,
marzec,
luty,
styczeń, 2006:
grudzień,
szablon
emm.blogowicz.info dla
rebaczówka.ownlog.com