na krawędzi

03.05.2009 / 11: 02 / Komentuj (0)

Zeznanie podatkowe wysłałem 30 kwietnia o 23.50. Mówi się: jest ryzyko - jest zabawa. A bawiłem się świetnie, w kolejce poznałem fantastycznych ludzi. Pogawędziliśmy o odliczeniach i ulgach. Wymieniliśmy się telefonami. Nie obyło się bez  obelg na nasze Szacowne Państwo, którego Fiskus jest podstawowym narzędziem. atmosfera była gorąca. Grono zwolenników naszych poglądów zwiększało się odwrotnie proporcjonalnie do szybkości przeskakiwania numerków na poczcie. Część podatników uczciła wysłanie pita już wcześniej. Teraz mieli większą werwę.
Widziałem już na sobie cień Fiskusa z bloczkiem mandatowym ( tak Sobie go wyobrażam ), ale ja już wtedy byłem uzbrojony w kwitek pocztowy z właściwą datą, nie miał odwagi podejść. Rozegrałem to po mistrzowsku. Chuck byłby dumny. Uczciłem to czizem w maku nieopodal. Kocham ten kraj.


za miesiąc wybory

03.05.2009 / 11: 59 / Komentuj (0)

Do Parlamentu Europejskiego. W Polsce te wybory giną przy obchodach 20. rocznicy pierwszych (częściowo) wolnych wyborów po wojnie i przy wystąpieniach związkowców próbujących wymazać resztki swojego etosu sprzed lat. To jedyna bezsprzeczna rocznica, która łączy pokolenia. Niestety unurzana w aktualne spory o pierwszeństwo, ale to skutek wolności, którą sobie wywalczyliśmy, połączonej z małością elit, co jest pełzającym zwycięstwem sowietyzacji. Cóż, mogło być gorzej.

W Warszawie 4 czerwca koncert odgrzewanych kotletów, co tutaj jest nawet na miejscu, ma być sentymentalnie, trójkowo ( koncert poprowadzi Marek Niedźwiecki ). Gdańsk poszedł w popowy format - ma wpaść Kylie Minouge. I dobrze. Trzeba się bawić, to rocznica młodych, na martyrologię będzie czas we wrześniu.




TATARAK. Diament w popiele

07.05.2009 / 21: 19 / Komentuj (5)



Rzadko się zdarza żebym poszedł do kina dwa razy na ten sam film. Nigdy się nie zdarzyło, żebym poszedł drugi raz na film, który nie spodobał mi się za pierwszym razem. Byłem drugi raz na Tataraku i zobaczyłem tam wszystko czego nie widziałem wcześniej. Zobaczyłem Kanał, Popiół i diament, Panny z Wilka, Katyń. Zobaczyłem krakowskie malarstwo, zobaczyłem słabość opowiadania Iwaszkiewicza skupiającego się bardziej na seksualności niż metafizyce, przy wielkości obrazu Wajdy i gry Jandy. Boguś dla Marty to nie kochanek ( jak u Iwaszkiewicza) lecz przede wszystkim syn.
Dramat Jandy jest może zbyt osobisty, przypadek zbyt konkretny i zwykły, przy dzisiejszych coraz to wymyślniejszych nieszczęściach, ale może to jest to misterium  śmierci, zwykłe umieranie między jedną łyżką zupy, a drugą. A potem trzeba iść grać. Grać w teatrze, i grać przed innymi przedstawienie pt. "Ze mną wszystko w porządku", trawiąc w sobie tragedię. Sam kiedyś taki spektakl grałem.
Ten film to autoterapia dla jego twórców. Po drugim razie przestałem uważać to za wadę. Wizerunek samego reżysera i planu zdjęciowego, całego warsztatu może mają pokazać, że dla tych ludzi film to całe życie, i to jest najwłaściwsza forma oddania czci operatorowi filmowemu Edwardowi Kłosińskiemu. Tatarak to pożegnanie Wajdy z kinem osobistym, wątkami dramatów jego pokolenia. Zadanie zostało spełnione, opowiedział o rodzicach w Katyniu, opowiedział o Polsce powojennej, stalinowskiej, robotniczej, zobrazował swoją ulubiona literaturę. Nakręcił całe swoje życie.Na więcej od siebie może nie wystarczyć siły. To nie oznacza, że Wajda nie zrobi już żadnego filmu, ale nie będą to już filmy tak osobiste. Wokół tego filmu wiele jest zakończeń i ostateczności.

Zobaczyłem też Jandę grającą inaczej niż zwykle. Dużo spokojniej, bez typowej dla siebie pozy i maniery. Zobaczyłem zasadność podomki Krystyny i odkrytych ramion i nóg dojrzałej Wandy, która szuka szczęścia i czuje, że to może ostatnia szansa spełnienia.
Tatarak to najciekawszy film, który zdarzył się w Polsce w ciągu ostatnich lat, który można czytać na wielu płaszczyznach, zależnie od poziomu świadomości widza.


Moje dwadzieścia lat wolności

10.05.2009 / 14: 08 / Komentuj (0)

Postanowiłem ulec modzie na zwierzenia dotyczące polskiego
dwudziestolecia i skrobnąć coś na ten temat ( tekst kopiowany dlatego się rozlazł, na ownlogu nie umiem nad tym zapanować)




Wybory w czerwcu pamiętam jako sposobność do biegania
z kolorowymi naklejkami, plakietkami i plakatami po dzielnicy rozklejając je
gdzie popadnie i rozdając, albo wymieniając się na inne z kolegami. Można je
było dostać za darmo na jednym z wielu stoisk, rozkładanych stolikach na
przystankach autobusowych bądź przy warzywniakach. Nigdy wcześniej tak wielu
kolorowych naklejek nie miałem, a tego typu zabawa mogła się odbyć tylko w
okolicach 1 maja. Teraz mówiło się o wyborze. Wybierz tego, wybierz tamtego, wybierz
Polskę, wybierz wolność. Prawie wszystko pisane solidarycą. Nie wiedziałem
wtedy co to wszystko oznacza. Nie wiedziałem, że moi rodzice nigdy niczego nie
wybierali
. Gdzieś z tyłu głowy, w mgliście kształtującej się dopiero
świadomości można było spodziewać się, że to jakiś koniec i jakiś początek.

Jestem częścią pokolenia stojącego w rozkroku, jedna nogą ( trochę krótszą )w
Peerelu, drugą..., no właśnie...w kolejnej Rzeczpospolitej ( trochę dłuższą,
stąd twierdzenie o zagubieniu i kalectwie świadomości nie musi być pozbawione
argumentów...). PRL pamiętam z codziennych kolejek po wszystko, szczególnie
kolejki po kolorowy telewizor, która trwała kilka tygodni ( codzienne
przychodzenie z mamą na podpisanie listy. Brak podpisu - brak telewizora ), z
rytualnego wychodzenia w sobotę wcześnie rano po chleb, bo później nie będzie,
z nazw ulic Buczka, Świerczewskiego, Armii Czerwonej, z ścisku w kościołach w
czasie świąt. Ale pełny obraz tego czasu zdobyłem dopiero na studiach i po
nich, żyjąc już w bałaganie nowej Polski.

Kiedyś ze znajomymi nazwaliśmy się Pokoleniem Wyjścia. Wyjścia z sowieckiej
izolacji. Lubię to powtarzać, bo dobrze brzmi, aczkolwiek mam świadomość, ze
to hasło trudno jest zapełnić równie ambitną treścią. Kiedyś brzmiało dumnie, teraz
trąci banałem. Chyba niewiele zrobiliśmy żeby dobrze wyjść, bo mięliśmy
ograniczone możliwości, byliśmy za młodzi, a dobre wejście oznacza dziś
właściwie tylko dostęp do pieniędzy, czyli amnezję na sprawy światopoglądowe. A
wyborów w życiu namnożyło się bez liku. Pisząc to, niekoniecznie mam na myśli ludzi mi najbliższych, czego pośrednim dowodem jest ten tekst, ale z pewnością dotyczy
to pokolenia trochę młodszego, które zaliczyło już tylko wejście w nową rzeczywistość
bez świadomości jakie jest podłoże zmian.

Taka rocznica to okazja do analiz i podsumowań. Bez różnicy czy świętujemy
Okrągły Stół czy tylko wybory. Dużo się o tym mówi i bilans z każdej strony
zawsze wychodzi na plus. Z Polski czarno-białej, złej i dobrej stała się Polska
mieszana marmurkowo-melanżowa. Melanżowa to dobre słowo. Ani zła ani dobra. Letnia. Mniej wyraźna i konkretna
ale też bardziej różnorodna.


Cieszę się, że żyję w tym kraju tu i teraz, choć osobiście chyba lepiej czułbym
się na barykadzie. Cieszę się, że w każdej chwili mogę pojechać i zobaczyć jak
innym idzie z transformacją. Cieszę się, że mogę robić i mówić co chcę. Boję
się tylko, że nie będę umiał z tego wszystkiego skorzystać i docenić. Bo nikt
przede mną takich wyborów nie dokonywał. I dowiem sie o tym kiedy będzie już za późno.


Trzy Pokolenia, działa strona


inflanckie mury

13.05.2009 / 19: 46 / Komentuj (1)





wyłącz system. włącz zabawę

14.05.2009 / 23: 35 / Komentuj (0)


Wyłącz system. O co chodzi?
Zaczynam być bezwzględnym fanem Domu Spotkań z Historią...
Fiesta w elektrociepłowni jest obowiązkowa.


wąsy, truskawki, toasty

31.05.2009 / 12: 06 / Komentuj (1)

Gorączka obchodów rocznicy 4 czerwca osiąga już górne rejestry: konkurs na wąsy, truskawki wolności, toasty, ważenie zupy, spacery, biegi, zdjęcie-portret Polski, koncerty i wielopoziomowe imprezy uliczne, wszystko ku czci. Zastanawiam się, czy to delikatnie nie wykracza poza normę dobrego smaku i adekwatności do rangi wydarzenia. Jest to jakaś miara, może nie najbardziej wiarygodna i rzetelna, naszej rodzącej sie w bólach obywatelskości.
Z pewnością wszyscy kandydaci na europosłów 4 czerwca dziarsko ruszą na ulice i do mediów, i będą mistrzami powiązań tematów '89 z Unią Europejską, ale Polaków bardziej obchodzą polskie wybory sprzed lat i to co dzieje się tu, niż europejskie aktualne wybory i to co dzieje sie tam. W tym tygodniu jesteśmy patriotami, po staremu [przy okazji mamy rocznicę pierwszej pielgrzymki papieża do Polski]

Bardzo podobało mi sie zdanie Lecha Wałęsy na temat obchodów rocznicowych w kontekście jego romansu z Libertasem. Powiedział, że 4 czerwca [pokornie] oddaje się do dyspozycji Donalda Tuska. Gdzie on mu każe przyjechać, tam będzie. To potwierdza tezę, że Wałęsa albo zarabia pieniądze, albo ozdabia swoją twarzą uroczystości. No bo kto by przeżył za 4 tysiące miesięcznie...








moja galeria


menu

Księga gości / Linki: EnGi, Cieszkowski, Bohaterowie nie umierają, Entele Pentele, Chłodna 25, Bart Pogoda, Pietroń, Chromasia, Dobi, Inżynierska, świat obrazu, sianieGryki, Szymon Szcześniak Foty, Homikus, Maja Kiesner Blog, Aliteracja, Koziarski pisze, Nowy Teatr Warlikowski, dwaj w podróży, 1500m2 do wynajęcia,

archiwum

2010: marzec, luty, styczeń, 2009: grudzień, listopad, październik, wrzesień, sierpień, lipiec, czerwiec, maj, kwiecień, marzec, luty, styczeń, 2008: grudzień, listopad, październik, wrzesień, sierpień, lipiec, czerwiec, maj, kwiecień, marzec, luty, styczeń, 2007: grudzień, listopad, październik, wrzesień, sierpień, lipiec, czerwiec, maj, kwiecień, marzec, luty, styczeń, 2006: grudzień,

szablon

emm.blogowicz.info dla rebaczówka.ownlog.com